Polacy coraz częściej wybierają pociąg zamiast własnego samochodu. Decyzja PKP Intercity o zakupie używanych wagonów z Niemiec jest więc uzasadniona, ale zdecydowanie spóźniona. W ciągu ostatnich 10 lat liczba pasażerów narodowego przewoźnika wzrosła dwukrotnie, natomiast tabor spółki stopniał o kilkaset wagonów. Pozyskiwanie używanego taboru na ostatnią chwilę to symbol straconej dekady.
Sięgnięcie po używany tabor jest rozwiązaniem koniecznym. Wagony zdolne do jazdy z prędkością do 200 km/h, są przy tym lepiej wyposażone niż część obecnie eksploatowanych wagonów. Pojazdy można włączyć do eksploatacji relatywnie szybko, przede wszystkim tam, gdzie pomimo ogromnych nakładów na modernizację infrastruktury kolejowej, pociągi narodowego przewoźnika poruszają się z niższą prędkością, właśnie przez brak odpowiedniego taboru. To skuteczny sposób na równoczesne zwiększenie podaży miejsc oraz podniesienie jakości usług.
Tabor używany absolutnie nie oznacza taboru gorszego. Dobrze utrzymane wagony pochodzące z drugiego obiegu, przystosowane do dzisiejszych oczekiwań podróżnych, mogą stać się filarem dynamicznie rozwijającej się oferty. RegioJet oparł na tym niemalże cały model swojego rozwoju, z wymiernym sukcesem ekonomicznym oraz wizerunkowym. Wagony, które wcześniej znajdowały się w dyspozycji niemieckiego DB oraz austriackiego ÖBB, będziemy oglądać na polskich torach. Czeski przewoźnik wypełni w ten sposób potężne braki w taborze wagonowym, do czego doprowadziła polityka PKP Intercity skupiona na wymianie oraz modernizacji wagonów.
Polska kolej potrzebowała takiego wsparcia już dziesięć lat temu, gdy liczba pasażerów zaczęła ponownie rosnąć. Ograniczenie się do modernizacji oraz wymiany posiadanego taboru doprowadziło do sytuacji, w której spółka musi działać w trybie doraźnym – gasząc powstały pożar, zamiast skupiając się na stabilnym rozwoju oferty. W konsekwencji rośnie frustracja pasażerów, którzy codziennie mierzą się z przepełnionymi pociągami. Brak wcześniejszych decyzji w tym wymiarze uniemożliwił też przewoźnikowi podniesienie prędkości składów wagonowych poruszających się po Centralnej Magistrali Kolejowej, ponieważ nie posiada on wystarczającej liczby wagonów zdolnej do jazdy z prędkością powyżej 160 km/h.
Kwestia zakupu taboru z Niemiec (czy jakiegokolwiek innego kraju w Europie czy na Świecie) nie powinna być przedmiotem jakichkolwiek sporów politycznych. Politycy stawiają wyżej własne narracje oraz wizerunek partyjny niż faktyczne potrzeby wyborców, podważając sensowność sprowadzenia używanych wagonów oraz kwestionując zasadność współpracy zagranicznej. Takie wypowiedzi opóźniały decyzje inwestycyjne, co ostatecznie odbija się na funkcjonowaniu kolei dzisiaj. Powinniśmy wykorzystywać okazje, gdy tabor dobrej jakości jest sprzedawany za ułamek swojej pierwotnej wartości.
Niestety wiadomo już, że Deutsche Bahn odmówiło sprzedaży 34 wagonów za oferowaną przez PKP Intercity kwotę. Prawdopodobnie pojawił się inny klient, który zaoferował wyższą cenę. A przecież kilka lat temu w dyspozycji niemieckiego koncernu znajdowało się kilkaset wagonów przystosowanych do obsługi połączeń dalekobieżnych. Większość z nich zakupił RegioJet, ale kilkanaście sztuk trafiło również do bułgarskiego BDŻ oraz polskiego SKPL Cargo. PKP Intercity mogło więc już kilka lat temu, za niedużą kwotę, rozbudować posiadany park taborowy, mając na uwadze rozwój sieci połączeń oraz wzrost liczby podróżnych. Władze przewoźnika motywowane przez polityków ówczesnego rządu uznawały jednak, że problemu z dostępnością taboru nie ma. Dziś skutkuje to brakiem miejsc, co zmusza pasażerów do stania w przepełnionych pociągach. Bo ważniejsze wówczas od interesu podróżnych były partykularne kwestie polityczne.








