Pracując na stanowisku związanym z bezpieczeństwem kolejowym, nie zamierzam negować podejmowania działań zmierzających do zwiększenia bezpieczeństwa, ale nie uważam, by ograniczanie usług było sposobem zwiększania bezpieczeństwa transportu kolejowego. Wręcz takie zawieszenie usługi jest potwierdzeniem dla agresorów, że spółka nie jest przygotowana na zagrożenia oraz łatwo można sparaliżować jej funkcjonowanie. Spółka PKP Intercity podjęła decyzję o zawieszeniu usługi przesyłek konduktorskich od 22 listopada do odwołania, tłumacząc swoją decyzję wprowadzeniem stopnia CHARLIE CRP na terenie całego kraju.
Faktem jest, że PKP Intercity od lat nie podejmowało żadnych działań zmierzających do modernizacji systemu związanego z realizacją przesyłek konduktorskich. Jest on skrajnie archaiczny oraz po obu stronach umowy wprowadza skomplikowane procedury, które nie przystają do współczesnych standardów obsługi klienta. Nadawca musi ręcznie wypisać etykietę, a kierownik pociągu zamiast ją skanować musi ręcznie wypisać potwierdzenie. Każdy etap przekazania oraz odbioru przesyłki obarczony jest ryzykiem zagubienia przesyłki lub odmowy przewozu jeśli pociąg jest opóźniony.
Decyzja PKP Intercity o zawieszeniu przesyłek konduktorskich jest więc dla nich ostatecznym wyrokiem, ponieważ popyt na transport ekspresowy dalej będzie występować i zostanie zaspokojony przez konkurencyjne przedsiębiorstwa transportu drogowego. Rynek dostosuje się natychmiast do zmieniającej się rzeczywistości, niestety ze stratą finansową dla klienta. Ta usługa była elementem codziennego funkcjonowania wielu małych przedsiębiorstw oraz artystów. Tymczasem PKP Intercity pieczołowicie dbało o to, aby była ona jak najmniej wygodna.
Ale spójrzmy na sprawę inaczej. Jeśli przesyłka konduktorska jest zdaniem przewoźnika poważnym zagrożeniem, to jak nazwać fakt, że codziennie spółka przewozi setki tysięcy podróżnych? Każdy pasażer wsiada z torbą, walizką albo plecakiem, których zawartości nikt nie zna i nikt nie sprawdza. Jeżeli naprawdę chcemy być konsekwentni w logice lęku, to może w ogóle zrezygnujmy z przewozu ludzi. Odetchnie infrastruktura, odetchną kolejarze, o państwie nie wspominając. Tylko, że właśnie o to chodzi agresorowi, by skutecznie sparaliżować funkcjonowanie obcego państwa.
Tak więc, PKP Intercity może ogłaszać, że usługa jest zawieszona, ale prawdę powiedziawszy zawiesić to można sobie co najwyżej lampki na choinkę. Rynek działa natomiast inaczej i jeśli przez kilka miesięcy klienci wydepczą sobie nowe ścieżki to czy ktokolwiek naprawdę wróci do przesyłek konduktorskich? Czy przedsiębiorca, który właśnie podpisał umowę z alternatywnym operatorem, rzuci wszystko i wróci do systemu, który przez lata traktował go jak problem?
Spółka zawsze mogła zmodernizować przesyłki konduktorskie, czyniąc je bardziej przewidywalnymi oraz bezpieczniejszymi. Zamiast tego wybrało opcję najprostszą wymagającą najmniej wysiłku, najpierw podwyższając ceny usługi bez poprawy ich jakości, aż w końcu wykorzystując istotny pretekst bezpieczeństwa, do tego by się ich na dobre pozbyć. Gdy za rok lub dwa okaże się, że przesyłki konduktorskie nie wrócą z powodu „braku zainteresowania” to pamiętajmy, że ono nie zniknęło tylko klienci zostali skutecznie przepędzeni.
Przesyłki konduktorskie generowały ponad milion złotych przychodów rocznie, ale po co to spółce, która później i tak otrzyma sowite subsydia z naszych podatków? Ministerstwo jeszcze dorzuci, bo przecież spółka utraciła przychody z powodu polityki państwa. Nie mogę się już doczekać jak na portalach społecznościowych pojawią się ogłoszenia osób, które za drobną opłatą będą samodzielnie przewozić przesyłki pociągami. Te same przesyłki, których PKP Intercity dzisiaj się boi.








